Nauka o ruchu, który wykonujemy na co dzień

O korzyściach ze stosowania metody Feldenkraisa w rehabilitacji Parkinsona rozmawiamy z Pawłem Wójtowiczem –certyfikowanym nauczycielem Metody Feldenkraisa, członkiem The Feldenkrais UK Guild.

StronaParkinsona.pl: Czym jest metoda Feldenkraisa?
Paweł Wójtowicz: Nauką o ruchu, który wykonujemy na co dzień. Chodzi o takie czynności jak wstawanie z łóżka, siadanie, chodzenie, bieganie. Metoda sprawia, że uczymy się robić to wszystko w sposób bardziej naturalny, w zgodzie ze swoim szkieletem i budową ciała. Także w zgodzie z indywidualną sytuacją w jakiej się aktualnie znajdujemy, czyli przebytymi chorobami, kontuzjami, kondycją fizyczną, rozmiarem ciała. Można powiedzieć, że uczymy się na nowo tego, czego uczyliśmy się jako niemowlęta. Zaczynamy od mikroruchów, pracujemy bardzo powoli. Kiedy te ćwiczenia stają się łatwe, zwiększamy ich stopień trudności, ruch i tempo.

SP: Na jakiej zasadzie działają te ruchy?
PW: Twórca metody, Moshe Feldenkrais, doktor fizyki i inżynier żyjący w XX wieku, interesował się wiedzą o układzie nerwowym człowieka. O tym jak jest on zbudowany, jak człowiek się uczy i funkcjonuje na płaszczyźnie neurologicznej, Interesowało go, jak wysyłane są sygnały elektryczne z receptorów zmysłów do centralnego układu nerwowego. Na jakiej zasadzie układ nerwowy je analizuje, przetwarza i wysyła dyspozycje w postaci impulsów elektrycznych do mięśni, które, w odpowiedzi, wykonują odpowiedni ruch. Ta komunikacja między sygnałem elektrycznym z mózgu a mięśniami zawsze jest sprzężeniem zwrotnym. Swoją metodę pracy z ciałem Feldenkrais opracował na podstawie tej wiedzy, a także czerpiąc ze sztuk walki, głównie z judo.

SP: Jaką korzyść z metody mogą odnieść chorzy na chorobę Parkinsona?
PW: Może najpierw wyjaśnię, że w metodzie Feldenkraisa nie ma podziału na zdrowie i brak zdrowia, chociaż potocznie tak się uważa. Czyli albo ktoś jest zdrowy albo nie, a jak nie jest, to trzeba go leczyć. Feldenkrais jednak mówił, że każdy człowiek jest w jakiejś sytuacji, w której może uczyć się poruszać jeszcze lepiej, niż robi to aktualnie. Więc jeśli to jest tancerz, jest to propozycja dla niego. A jeśli jest to człowiek dotknięty Chorobą Parkinsona i rusza się dziś wyraźnie gorzej niż niegdyś, to też jest to propozycja dla niego. Dzięki temu może ruszać się lepiej. Nie tak jak rok, czy dwa lata wcześniej, ale lepiej niż obecnie. Punktem wyjścia jest zawsze aktualny dzień.
W przypadku pracy z osobami chorymi na chorobę Parkinsona, dużą uwagę przykładamy do poczucia równowagi. Równowaga nie jest taka oczywista jak nam się wydaje. To nie jest tak, że mamy ją lub nie. Kiedy idziemy czy stoimy, tak naprawdę ciągle ją tracimy i odzyskujemy. To, że ją tracimy jest czymś naturalnym, ale umiejętność jej odzyskiwania jest możliwa do nauczenia. Niestety, w przypadku choroby Parkinsona tracimy umiejętność jej odzyskiwania. Mamy kłopoty z równowagą i koordynacją ruchu, z poczuciem tego, gdzie jesteśmy i jak się poruszamy.
Każdego dnia funkcjonujemy odbierając pewne sygnały z otoczenia, poprzez dotyk, stanie na ziemi, trzymanie się czegoś, patrzenie i słuchanie. Analizując te wszystkie dane potrafimy poruszać się w otaczającej nas przestrzeni. Jeśli tych informacji jest mało lub wyraźnie mniej niż niegdyś, tracimy pewność siebie i poruszamy się o wiele ostrożniej. To jest charakterystyczne dla chorych. Dzięki tej metodzie pracujemy nad wrażliwością sensoryczną, czyli staramy się odbierać jak najwięcej sygnałów z otoczenia. Stąd ćwiczone ruchy są powolne i wykonywane w małych zakresach, żeby „zdążyć” poczuć jak najwięcej szczegółów. W efekcie ruch jest śmielszy, swobodniejszy i pewniejszy. Dlatego, że człowiek lepiej czuje swoje ciało, wie jak może się poruszać i w jakim stopniu liczyć na siebie i na podłogę, po której chodzi.

SP: Przeprowadził Pan dwudniowy warsztat dla chorych, jakie były jego efekty oprócz zwiększonego poczucia równowagi?
PW: Te osoby miały ogólnie więcej pewności w poruszaniu się. Robiły dłuższe kroki, mniej musiały patrzeć pod nogi co przełożyło się zarówno na płynność ruchów jak i jego tempo. szybkość ruchu nie jest celem w samym sobie, ale jest pewną wskazówką, na ile czujemy się w chodzeniu pewnie. Również ich postawa stała się bardziej wyprostowana.

SP: W jaki sposób to osiągnęli?
PW: Uczyli się wykonywać codzienne czynności, które sprawiają im problemy – wstawania z łóżka, z krzesła, chodzenia. Stopniowo odbudowywali swoją pewność w poruszaniu się. Temu służy np. kontakt stopy z podłogą, wykonywali dużo prostych ćwiczeń budujących świadomość tego kontaktu. To, co robimy na warsztatach w jakiś sposób pozostaje w człowieku. Można to później wykorzystywać w życiu codziennym, a najlepiej jest oczywiście od czasu do czasu praktykować samodzielnie, żeby nie zapomnieć tego ruchu całkowicie.

SP: Jak ćwiczyć we własnym zakresie?
PW: Na warsztatach dobieram prostsze lekcje, które swobodnie można robić w domu. Po pierwsze, nie potrzebujemy do tego nauczyciela. Nauczyciel jest tylko po to, żeby wprowadzić w metodę. Po drugie, nie zawsze trzeba robić całe lekcje. One trwają około 45 minut, a osoby starsze i chore nie zawsze mają tyle siły, żeby zrobić całość.

SP: Czy jest jakiś zestaw ćwiczeń do wykonywania w domu?
PW: Można wybierać z tego co się zna z zajęć, nieważna jest kolejność ćwiczeń. Najlepiej zacząć od prostszych. Na warsztatach lekcje są tak prowadzone, że poziom trudności zwiększa się i stopniowo. W domu można wybrać sobie to, co się spodobało lub to, co jest najbardziej potrzebne i doskonalić te ruchy. Gdy staną się łatwiejsze można przejść do następnej lekcji. Jeśli ktoś nie ma możliwości uczestniczyć w warsztatach, to może korzystać z materiałów dostępnych w Internecie. Na stronie openatm.org jest kilkaset lekcji dostępnych dla wszystkich. Kolejnym źródłem jest portal You Tube. Jedynym minusem tych pomocy jest to, że są tylko w języku angielskim. Metoda dopiero wchodzi do Polski, mamy jedynie 10 certyfikowanych nauczycieli i stąd niewiele jest jeszcze takich materiałów po polsku.

SP: Jak reagują ćwiczący chorzy na zajęciach?
PW: Mają obawę przed oceną. Ta obawa o dobre wykonanie jest powszechna. Jesteśmy oceniani od najmłodszych lat i stąd mamy ten silny nawyk. A wcale nie chodzi o to, żeby robić to poprawnie. Innowacja Metody Feldenkraisa polega na tym, że ćwiczymy po to, aby wrócić do swojego poczucia, w jaki sposób najlepiej wykonuje się nam dany ruch. Jeśli będziemy kierować się tylko swoją wygodą, robić tyle ile jest dla nas łatwe, wręcz przyjemne, to na pewno będziemy robić to dobrze.

SP: Co oznacza trud lub niewygoda w ruchu?
PW: Gdy niektóre mięśnie niepotrzebnie się napinają, to sprawia, że ruch staje się ograniczony. Powiem na przykładzie. Gdybym chciał podskoczyć wysoko napinając wszystkie mięśnie, pewnie by mi się to udało. Ale lekkoatleci robią to z lekkością i nie muszą przy tym napinać całego ciała. Nie największe napięcie mięśni, ale koordynacja tego napięcia jest kluczowa. Oni wyćwiczyli taką technikę i świadomość ciała, która bez nadmiernej muskulatury pozwala na swobodne skoki wzwyż. I tym zajmujemy się w tej metodzie, nauką świadomości ciała, która pozwala nam czuć się w nim dobrze i poruszać się efektywnie.

SP: Jak poczuć, czy ruch jest wygodny będąc świadomym drżenia i sztywności swoich mięśni?
PW: Zacząć od nie przejmowania się tym. Po pierwsze, na zajęciach nie ma nikogo, kto powie, że coś źle jest robione. Brak oceny to warunek, żeby dana osoba wreszcie poczuła się komfortowo ze swoim ruchem. Nawet z tak przykrymi objawami. Trzeba pamiętać, że ćwiczymy dla siebie i robimy to tak, jak nam się udaje. Nie po to, żeby coś w sobie poprawić czy wyzdrowieć.

SP: A po co?
PW: Jeśli porównamy różne rodzaje treningów z Metodą Feldenkraisa, to te pierwsze są jak wyjście z domu na przystanek autobusowy, gdy idziemy do pracy. A to drugie jest jak wyjście na spacer. I to i to jest chodzeniem. Ale nasza motywacja wpływa na sposób wykonania. Jeśli idziemy coś załatwić i spieszymy się, to ciało jest raczej spięte. A jeżeli idziemy tylko dla przyjemności i mamy czas, to zupełnie inaczej się poruszamy. Mamy większą uważność na otoczenie i na siebie. Wszyscy wiemy jak czujemy się wracając ze spaceru. I to są wymierne korzyści. W przypadku osoby chorej sytuacja może być wręcz dramatyczna, tak wiele może być napięcia w ciele. Mimo wszystko i właśnie dlatego zachęcam, aby podchodzić do takich ćwiczeń z ciekawości, bez oczekiwań, nie koncentrując się na efektach. Brak oczekiwań ma ogromne znaczenie psychologiczne. Wtedy rezultaty są największe. A to, jak się ruszamy ma ogromny wpływ na nasze emocje i sposób w jaki myślimy o sobie. Zdrowie jest wynikiem podejścia do siebie i swojego życia.

Rozmawiała Magdalena Brozio

Paweł Wójtowicz jest certyfikowanym nauczycielem Metody Feldenkraisa, członkiem The Feldenkrais UK Guild. Prowadzi regularne zajęcia w Krakowie oraz warsztaty w wielu miastach Polski. Pracuje również z dziećmi ze specjalnymi potrzebami oraz z dorosłymi chorymi na chorobę Parkinsona.

Dodaj komentarz